Moja aktywna tężyczka

                    Miałam 32 lata. Byłam zdrowa wysportowana kobietą. Dbałam o siebie, wysypiałam się, odżywiałam się regularnie i wydawało mi się że zdrowo. Odnosiłam sukcesy na polu zawodowym, a w wolnych chwilach uprawiałam sport i podróżowałam. Miałam zamiar za pół roku wystartować w maratonie bo zawsze o tym marzyłam.Była jesień 2017 roku jak co wieczór poszłam pobiegać, ale tym razem przebiegłam może 2 kilometry i poczułam duszność i ból w klatce piersiowej. Wróciłam do domu ale wieczorem czułam się źle. Miałam kołatania serca i uczucie ścisku w klatce piersiowej. Rano wzięłam urlop w pracy i poszłam do przychodni. Wykonano mi badanie EKG, lekarka mnie osłuchała i stwierdziła, że muszę odpocząć. Dostałam 3 dni zwolnienia.  Po trzech dniach wróciłam do pracy choć nadal czułam się nieswojo. Próbowałam wrócić do ćwiczeń ale mięśnie jakby mnie nie słuchały. Były słabe i drżały podczas najmniejszego wysiłku fizycznego. Do tego pojawiły się problemy ze snem. Wcześniej po wieczornym bieganiu padałam na łóżko i zasypiałam natychmiast, teraz zdarzało i się witać świt z otwartymi oczami. Kolejny raz udałam się do lekarza. Tym razem zlecono mi badania podstawowe ale i one były zupełnie prawidłowe. Lekarka jednak wysłała mnie do kardiologa. Miałam zrobione Echo serca i Holter, które również nie budziły niepokoju. Ćwiczenia odpuściłam już na dobre. Wizja wiosennego maratonu coraz bardziej się oddalała. W pracy spadały mi wyniki, szef zaczął mnie baczniej obserwować, a ja zaczęłam się łapać na tym, że nie bardzo rozumiem co ludzie do mnie mówią, czułam się coraz bardziej „ za szybą” jakby w innym świecie. Powiedziałam o tym znajomemu lekarzowi a on wysłał mnie do psychiatry. Poszłam, oczywiście, ale i ten specjalista odesłał mnie z kwitkiem. 

               W grudniu przed Świętami poczułam się naprawdę źle, moje zmęczenie sięgnęło zenitu. W pracy mieliśmy uroczystą Wigilię, po której mogliśmy opuścić biuro i pójść do domu. Podczas „przemowy” szefa poczułam, że cała drętwieje i osuwam się na podłogę. Po chwili uczucie ciężaru miażdży mi klatkę, nie mogę już nic powiedzieć, a ręce mi wykręca. Koledzy szybko wezwali karetkę. Lekarze jak tylko weszli stwierdzili -atak tężyczki! Zabrano mnie na SOR, dostałam kroplówki, po których poczułam się nieco lepiej, wykonano badania. Poinstruowano mnie że muszę wykonać próbę tężyczkową ambulatoryjnie i skonsultować się z neurologiem. Próba wyszła wybitnie dodatnia. Na pierwszej wizycie u neurologa zapytałam skąd u mnie tężyczka? Przecież ja jestem prawie doskonała w tym co robię,w tym jak się odżywiam, w tym jak ćwiczę? Pani doktor spojrzała na mnie bacznie i stwierdziła: właśnie stąd! Z pani perfekcjonizmu między innymi! A jakie są dodatkowe przyczyny pani choroby dowiemy się po badaniach. 

             Wykonałam badania laboratoryjne i okazało się, że nie wszystko jest nich w porządku. Miałam bardzo niski poziom witaminy D3, obniżony poziom ferrytyny, kwasu foliowego, mimo że hormony tarczycy były w normie to miałam wysokie przeciwciała co świadczyło o chorobie Hashimoto oraz cechy hiperinsulinizmu. Dodatkowo byłam konsultowana endokrynologicznie, wdrożyłam odpowiednią dietę ( okazało się że moja poprzednia „ ekologiczna” wcale nie jest najlepsza). Pani doktor rozpisała mi suplementację pierwiastków, żelaza, witamin. Pod koniec stycznia czułam się na tyle dobrze, że pozwolono mi na wysiłek fizyczny na początku rekreacyjny. W marcu wróciłam do moich ulubionych sportów po cichu marząc o maratonie. Cały czas byłam pod kontrolą, stawiałam się na wizyty, posłusznie wykonywałam badania.  Ataki tężyczkowe odeszły w niepamięć. Owszem pojawiały się niewielkie doły w samopoczuciu ale mogłam liczyć na wsparcie lekarza prowadzącego.

                W maju wystartowałam w maratonie, co prawda go nie wygrałam ale bieg ukończyłam. Mija prawie rok od tego faktu nadal biorę leki i jestem pod kontrola, nadal uprawiam sport, nadal podróżuję, nadal pracuję, choć chyba jestem perfekcjonistka „ inaczej”. 

              Nauczyłam się żyć z tężyczką  a ona nauczyła mnie odpoczywać.

Zapisz się online