Moja historia zaczęła się 30.10.2014r. Idąc do pracy w godzinach rannych straciłam przytomność. Nie wiem na jak długo upadła na twarz. Postanowiłaś dojść do zakładu choć źle się czułam. Przełożeni wezwali pogotowie i się zaczęła diagnostyka.

Na SORze po podstawowych badaniach i RTG odesłano mnie do lekarza rodzinnego, ten wysłał mnie do neurologa. Zaczęły się kłopoty z utrzymaniem równowagi, silnym bólem głowy (łącznie z odruchami wymiotnymi). Położono mnie w szpitalu rejonowych z podejrzeniem wstrząsu mózgu. Dostawałam leki p/bólowe oraz nakaz leżenia. Trwało to 7 dni, po czym wypisano mnie ze skierowaniem na badanie EEG. Nasiliły się problemy z utrzymaniem równowagi i kłopoty ze słuchem. Coraz częściej miałam problemy ze snem i wybudzeniem nocnym i lękami. Po ok. 4 miesiącach oczekiwania na położenie na oddział neurologiczny (najbliższy 20 km od domu) uprosiłem o pilne położenie gdyż już samodzielnie nie byłam w stanie chodzić (bujanie i tracenie równowagi). Będąc na oddziale zrobiono EEG, po którym nie byłam w stanie wyjść z pracowni (nie mogłam wykonać ruchu). Z pomocą pielęgniarki – prowadziła mnie jak dziecko które się szarpie, wróciłam na oddział. Wykonano audiogram w którym stwierdzono duży ubytek słuchu. Zrobiono rezonans głowy ( w drodze na rezonans musiałam zażyć Aviomarin, gdyż podróż sprawiała problem). W trakcie badania dostałam ataku epileptycznego bez utraty przytomności. Po badaniach nie byłam w stanie stać ani chodzić. Kolejne dni na oddziale były dniami kiedy dochodziłam do siebie. Po 10 dniach pobytu na oddziale dowiedziałam się, że oprócz torbiel przysadki mózgowej nic nie stwierdzono, po czym mnie wypisano.

Dolegliwości narastały, a w miejscowości w której mieszkam, brak jest możliwości dalszej diagnostyki. Syn mieszkający w Warszawie umówił mnie z endokrynologiem. Zlecono mnóstwo badań, z których nic nie wynikło. Położono mnie w jednym z warszawskich szpitali na oddziale endokrynologicznym. Robiono mi masę badań. Po 5 dniowym pobycie stwierdzono niedobór witaminy D3. Zaczęłam przyjmować Metforminę i Dewikap. Odbyłam wizytę u neurologa w Warszawie, która owocowała mnóstwem skierowań na badania. Straciłam mnóstwo pieniędzy i czasu, lecz nic nie wyjaśniło się co do moich dolegliwości. Laryngolog skierował mnie do otolaryngologa na cito z powodu drastycznego niedosłuchu. Badanie ABW(przewodzenie przez pień mózgu) potwierdziło niedosłuch – noszę aparaty słuchowe. W VNG (badanie błędnika) nic nie wykazało. Po badaniach przez dwa dni nie byłam w stanie funkcjonować, byłam załamana.

W Lutym 2015r. Udałam się do pani dr.Toruńskiej – neurolog. Jak dowiedziałam się, że pani doktor leczy tężyczkę, miałam nadzieję, że choć jedna choroba się poprawi. Pierwsza wizyta była mnia mnie zaskoczeniem. Wywiad jaki przeprowadzono, był dla mnie zaskoczeniem. Poruszony został  temat boreliozy, o której nic nie wiedziałam. Pani doktor przygotowała mnie na badanie w tym kierunku, miałam zrobić LTT. Poprosiła o suplementację witaminy d3 i duże ilości magnezu.

Po rozpoznaniu przyjmowania antybiotyku i suplementów, poczułam się lepiej. Przyjęłam leki i po 3 tygodniach wykonałam LTT. Po odebraniu wyniku, dowiedziałam się, że choruję na boreliozę.

Pani dr. Toruńska podjęła się leczenia, co 40 dni przygotowywała zestaw antybiotyków.

W trakcie leczenia boreliozy, pani doktor kontrolowała stan mojego zdrowia. Zlecała badania itd.

W trakcie leczenia zaczęłam mieć problemy z chodzeniem, często potykałam się (nawet na prostej drodze). Zgłosiłam to pani doktor. Zostałam skierowana do instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie na oddział neurologiczny. W badaniu EMG stwierdzono Polineuropatię czuciowo-ruchową typu aksonalnego. Badanie SSEP wykazało zaburzenie przewodzenia w sznurach tylnych odcinka piersiowego rdzenia kręgowego. Wester Blot – stwierdzono wynik dodatni – skierowanie do szpitala zakaźnego.

Podczas hospitalizacji podawano mi Thiogaminę dożylnie, Milgamme domięśniowo oraz Magnez doustnie. Podczas pobytu miałam również rehabilitację.

Wychodzą po 14 dniach pobytu na oddziale neurologii czułam się dobrze.

Nigdy nie zrezygnowałam z kontaktu z panią doktor. W tym roku dr. Toruńska podjęła decyzję o podaniu Thiogammy dożylnie w warunkach Ambulatoryjnych. Po 4 wlewach musiałam przerwać, wystąpiła gorączka i po każdym wlewie ucho puchło. W trybie pilnym skierowano mnie do instytutu na Sobieskiego. Na miejsce w instytucie czekałam 3 miesiące, przez ten czas przyjmowałam leki zlecane przez panią doktor.

Pobyt na oddziale neurologicznym to fiasko.

W EMG potwierdzono polineuropatię czuciowo-ruchową typu aksonalnego, ubytek czynnych włókien czuciowych w nerwie łokciowym prawym, cukrzycę typu II. Hiperhomocysteinemię.

Niestety leczenia żadnego nie wdrożono, rehabilitacji również nie.

Po 3 dobach próbowano mnie wysłać do domu. Pani doktor Toruńska jest jedyny lekarzem, któremu. Wiem dzięki niej, że powinnam mieć podane sandoglobuline, lecz niestety nie stać mnie na nią.

Polineuropatia czuciowo-ruchowa typu aksonalnego w moim przypadku jest spowodowana nieleczoną od lat boreliozą. Wszystkie dolegliwości, które były wcześniej (przed podjęciem leczenia boreliozy) wycofały się.

Zapisz się online